Jan Lebenstein

Urodził się w 1930 r. w Brześciu Litewskim. Od 1959 r. na stałe mieszkał we Francji. Zmarł w 1999 r. w Krakowie. Studia w warszawskiej ASP u prof. A. Nacht-Samborskiego (1948-54). Ilustrował też książki m.in. „Folwark zwierzęcy” G. Orwella, „Księgę Hioba” i „Apokalipsę”. Był silnie związany ze środowiskiem Instytutu Literackiego i paryskiej „Kultury” m.in. z G. Herling-Grudzińskim i J. Giedroyciem. Nigdy nie należał do żadnej grupy. Nigdy nie zabiegał o sławę. Nie poddał się dyktatowi wielkich marszandów. Jego sztuka rozwijała się w osamotnieniu, jakby na przekór wszelkim prądom i doktrynom. Po międzynarodowym uznaniu, jakie przyniosły mu „Figury osiowe” - w 1959 r. otrzymał Grand Prix na I Biennale Młodych w Paryżu, postanowił tam zostać. Lebenstein z natury przekorny, wiecznie poszukujący, kiedy jego „Figury osiowe”, przypominające totemy, z umieszczonymi centralnie, wertykalnymi sylwetami skrajnie uproszczonych ludzkich postaci gwarantowały sukces zaczął obrazy zapełniać archaizowanymi zwierzętami, bestiami i postaciami. W cyklach „Potworne zwierzęta” i „Karnet intymny” zjawiają się bohaterowie antycznych legend, szaleje Minotaur-wyobrażenie prymitywnej siły i krwiożerczości. Na scenę wkraczają faun, łabędź i sfinks, rogaty satyr i antyczna piękność. Kolejny etap to przenikanie się elementów ludzkich i zwierzęcych. Starał się jak mówił, smarować prawdę o ludzkiej naturze. O jej dwoistości. W malarstwie Lebensteina obsesyjnie powraca jeden motyw: portret artysty, któremu na plecach siedzi kudłaty zwierz i przez ramię zagląda do jego pracy. Zdaniem artysty, w gruncie rzeczy człowiek z pierwotnymi instynktami jest często stworzeniem kulfoniastym, nieudanym, szczególnie jeżeli patrzy się na niego od strony wewnętrznej. Do tego skazanym na niepowodzenie. W swojej twórczości artysta wybrał grzeszną i udręczoną wizję człowieka. Autor słynnego cyklu „Bestiarium” stworzył tajemniczy, diaboliczny świat wypełniony grobowcami, świątyniami egipskimi, murami Babilonu. Wszystko wiruje w jakimś absurdalnym kręgu, w którym tasują się sceny z westernów z cyrkiem, potwory prehistoryczne z Godżillą. Intrygowały go też relacje mężczyzna - kobieta w kontekście ich seksualności („Bottom I”, Bottom III”, „Nienasycenie”). Lebenstein nie uważał siebie ani za katastrofistę ani za moralistę. Nazywał siebie świadkiem, który daje świadectwo temu, czego doświadcza i robi to tak jak doświadcza. Jego twórczość charakteryzuje wąska gama kolorystyczna, ograniczona do kolorów Ziemi - czasem grubo kładziona farba sprawia, że niektóre jego obrazy wyglądają jak płaskorzeźby. Sztuka inwestowania w Sztukę. Przewodnik po galeriach sztuki 2004. Kama Zboralska, Rosner & Wspólnicy 2003.