Kazimierz Mikulski

Urodził się i zmarł w Krakowie (1918 - 1998). Przed wojną studiował malarstwo w krakowskiej ASP, później w Szkole Przemysłu Artystycznego u prof. F. Pautscha (1939-40). Absolwent Studium Dramatycznego przy Teatrze Starym w Krakowie (1945-46). Członek Młodych Plastyków, od 1957 r. związany z Grupą Krakowską. Miał liczne wystawy indywidualne i zbiorowe. M.in. brał udział we wszystkich Wystawach Sztuki Nowoczesnej (Kraków 1948-49, Warszawa 1957 i 1959). Laureat wielu nagród, m. in. Złotej Odznaki Miasta Krakowa (1965), Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski (1964), Nagrody Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci (1975). Był ważną i barwną postacią środowiska krakowskiego, gdzie znano go jako "Balzaka". Malarz, rysownik, zajmował się też poezją oraz scenografią (krakowski Teatr Groteska). Reżyser i aktor (teatr Cricot 2, m.in. grał. w spektaklu T. Kantora "Umarła klasa") Już w latach 50. porzucił abstrakcję i na przekór zmieniającym się modom przez całe życie uprawiał malarstwo figuratywne. Określane jako metaforyczne, nawiązujące do „realizmu magicznego” i do surrealizmu. Mikulskiego inspirowała twórczość Łukasza Cranacha starszego. Kobiety niemieckiego malarza i grafika okresu renesansu - Wenus ubrane jedynie w kapelusz, były pierwowzorem kobiet-lalek Mikulskiego. Wszystkie o wielkich oczach, szklanym spojrzeniu i twarzach bez wyrazu. Te postacie młodych dziewczyn, podobnie jak kolorowe ptaki, motyle, stylizowane kwiaty, rogate sarny i cielęta należały do jego ulubionych motywów. Motywów, które wyglądają jak teatralne rekwizyty. Pojawiają się też blaszane drzewa niekiedy fruwające oczy, zagubione słońca i księżyce oraz wyniosłe, zadumane koty, które zdają się być najbardziej realne w tym poetyckim świecie. Świecie malowanym błękitami, fioletami, różami i soczystą zielenią. Te odrealnione kompozycje, pełne sugestywnych metafor, niedopowiedzeń otacza aura erotyzmu. Erotyzmu chłodnego, aluzyjnego, pozbawionego rubasznych podtekstów. Dla kobiet o twarzach – maskach, i warto żyć, i nie warto umierać. Są sennymi zjawami, tworami wyobraźni. Mikulski atmosferę niesamowitości dopełnia intrygującymi tytułami: „Jesienią przy szpitalach kasztany z gipsu”, „Świąteczne popołudnie świerszcza nad miastem”.