Jacek Sienicki

Urodził się w 1928 r. w Warszawie. Zmarł w 2000 r. w Warszawie. Studia w warszawskiej ASP (1948-1954). Był uczniem A. Nachta-Samborskiego, a następnie długoletnim jego asystentem i profesorem zwyczajnym macierzystej uczelni. Laureat nagrody: im.C.K. Norwida (1975), nagrody im. J. Cybisa (1983) oraz nowojorskiej Nagrody Fundacji A. Jurzykowskiego (1993). Jeden z kolegów nazwał moją pracę portretowaniem przedmiotów. Portretuję wnętrza pracowni i portretuję siebie, portretuję kwiaty, wszystkie te rzeczy, które maluję, w bardzo bliskim związku z naturą, co oznacza, że muszę je mieć obok siebie. Oczywiście mam też nadzieję, że przede wszystkim portretuję siebie. Nadaję piętno obrazowi, piętno wynikające ze mnie. Z całego mojego życiorysu, moich chorób, przeżyć, radości i smutków. To piętno istnieje w każdym obrazie. Najwięcej go w pracy udanej. „Nie można żyć beż sztuki”. Waldemar Odorowski. Nowe książki 4/1995 r. wywiad Sienicki często mawiał, że wielokrotnie powtarza ten sam temat w nadziei, że znajdzie właściwy klucz, dotknie właściwego nerwu i powie prawdę. W jego twórczości najczęściej pojawiał się krajobraz, martwa natura, postać ludzka oraz wnętrze jego zagraconej pracowni z samotnie królującym fikusem. Pracowni, która stała się pretekstem do niespożytych poszukiwań światła i mroku oraz wysublimowanych studiów szarości, brązów i błękitów. Wszystkie te chętnie uwieczniane motywy oddawały skomplikowane relacje artysty z naturą, życiem, z najbliższym otoczeniem. Inspirowała go najzwyklejsza codzienność. Banał egzystencji. Pokazywał tylko to, co widzimy na co dzień – człowieka, garnki, mieszkanie, dachy domów, którym poświęcił całe cykle koncentrując się na grze świateł widzianych z okna pracowni. W swoim lapidarnym malarstwie dążył do syntezy - ograniczał się do jednej głowy, jednej postaci we wnętrzu, w umownej przestrzeni. Przekornie mawiał, że namalowanie jednego człowieka było na tyle trudne, że niemożliwe stawało się namalowanie kogoś drugiego i trzeciego… Samotną postać raz modelował światłem i cieniem, kiedy indziej budował smugą mroku, zarysem człowieka pionowo przecinającym płaszczyznę płótna. W jego twórczości o mięsistej reliefowej fakturze przeważa kolorystyka szarawa- barwy ziemi, asfaltu, perłowe szarości, wysmakowane zielenie. Tą paletą barw zapełniał swój świat kwiatami zawsze rachitycznymi, lekko podeschłymi lub suchymi, jeśli mięsem to byle jakim. Kwiat piękny, w rozkwicie – nie interesuje mnie. Interesuje mnie kwiat w swojej biedzie, w chorobie, w zamieraniu, człowiek o słabej kondycji, w zamyśleniu, w samotności, ochłap mięsa, drzewo, najzwyklejszy krajobraz, parę butelek na stole. j.w. Kama Zboralska. Przewodnik po galeriach sztuki 2006. Sztuka inwestowania w Sztukę. Rosner & Wspólnicy 2005.