Monika Sosnowska

Urodziła się w 1972 roku w Rykach. Studia na Wydziale Malarstwa poznańskiej ASP ( 1993-98) oraz w latach 1999-2000 w Rijksakademie van Beeldende Kunsten w Amsterdamie (studia podyplomowe). Laureatka prestiżowej nagrody Baloise Art (Bazylea 2003 r.), w tym samym roku otrzymała Paszport „Polityki” w dziedzinie plastyki. Artystka związana jest z Fundacją Galerii Foksal. Mieszka i pracuje w Warszawie. Wystawy w kraju i zagranicą m.in. w Londynie, Amsterdamie, Bazylei (Art Basel), Mediolanie, Paryżu, Modern Art w Nowym Jorku. Brała udział w 50. Biennale w Wenecji i „Manifesta 4” we Frankfurcie. Wystawia na całym świecie. W 2003 r. nagrodzona w Bazylei prestiżową nagrodą Baloise Art Prize przyznawaną rokrocznie najbardziej obiecującym, młodym artystom wystawiającym na Art Basel. Jej prace zazwyczaj istnieją tylko przez określony czas, potem ulegają destrukcji. Ta ulotność bardzo jej odpowiada. „Po pierwsze, odpowiada mojemu trybowi życia: wędrowcy, który nie przywiązuje się do miejsc i przedmiotów. Zresztą myślę, że to cecha typowa dla wielu ludzi z mojej generacji. Nasi rodzice stawiali domy „na zawsze”, kupowali ubrania na dziesięciolecia, a dawni twórcy tworzyli dzieła sztuki, które miały wszystko przetrwać. Dziś ta trwałość nie jest dla nas ważna, liczy się idea, działanie. Po drugie zaś owa efemeryczność pozbawia prace fizyczności, sprawia, że w mniejszym stopniu są obiektem, a w większym – konceptem”- mówi artystka. W trakcie studiów malowała obrazy na płótnie, ale dość szybko "malarstwo zaczęło jej uciekać z obrazu". Zaczęła tworzyć obrazy do konkretnych pomieszczeń, aż wreszcie całkowicie zrezygnowała z płótna, traktując przestrzeń jako trójwymiarowy obraz. Tworzy instalacje architektoniczno-malarskie, buduje "miejsca w miejscach". O swoich pracach mówi: "Matrioszka". „Jedna rzeczywistość zawiera się w drugiej, druga w trzeciej itd. Ale by mieć poczucie nieskończoności, nie musimy ich wszystkich otwierać. Wystarczy świadomość, że kiedy jesteśmy w środku, coś niesamowitego dzieje się na zewnątrz. A kiedy jesteśmy na zewnątrz - że coś naprawdę fascynującego dzieje się w środku”- mówi artystka. Zawsze projektuje do konkretnego miejsca. W 2000 roku zrealizowała w Amsterdamie „ Dodatkowe oświetlenie”. Podczas najdłuższego dnia w roku ustawiła na najwyższym dachu Królewskiej Akademii Sztuki setki lamp, które od świtu do zmierzchu świeciły wspomagając słońce. Projekt ten był zadedykowany wiecznie zachmurzonemu Amsterdamowi. Świat Sosnowskiej to świat - klaustrofobii, strachu przed zamykającą, ograniczającą architekturą. Sosnowska często buduje zwężające się korytarze, ciasne labirynty, mnożące się pokoje, z których nie ma wyjścia. Jej prace przybierają różne formy, style, w zależności od sytuacji i okoliczności, w jakich powstają. W jednej z nich przesunęła podłogę na ścianę, a ścianę na podłogę. „To było dosyć proste zachwianie percepcji pomieszczenia. Ale pojawiały się również prace bardziej mylące, gdzie zagadka nie była łatwa do odgadnięcia albo w ogóle jej nie było”- dodaje Sosnowska. Prowadzi grę z percepcją widza, grę ze skalą, najczęściej w kontekście ciała człowieka, co sprawia, że widz traci orientację, nie wie w jakiej znalazł się przestrzeni: realnej czy pochodzącej z wyobraźni. W „Małej Alicji” zainspirowanej przygodami "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carolla cztery pokoiki ( CSW Zamek Ujazdowski, 2001 ) rozmieszczone w amfiladzie i pomalowane w różne desenie stawały się niepokojąco coraz mniejsze. W projekcie „Kocham cię z daleka”, który zakończył się ekspozycją w Galerii Miejskiej Arsenał praca „Półpiętro” wyglądała jak pokój sprasowany do wysokości jednego metra. Ściany zostały pomalowane na przyjazny jasnoróżowy kolor z kwiatowym wzorkiem. Na wystawie „Manifesta 4” we Frankfurcie n. Menem (2002) Sosnowska zbudowała labiryntowy ciąg klaustrofobicznych, kwadratowych pomieszczeń, w których znajdowały się dwie lub trzy pary drzwi prowadzące do identycznych, białych komórek. Na 50. Biennale Sztuki w Wenecji (2003), realizując pracę na wystawę „Clandestini” postawiła kilkunastometrowy korytarz, którego ściany pokrywała do połowy wysokości zielona lamperia. Korytarz wyglądał na bardzo długi, ale było to jedynie złudzenie optyczne. W rzeczywistości był krótki i w miarę wchodzenia okazywało się, że sufit obniża się i bardzo gwałtownie zwęża. Natomiast na Targach Sztuki Współczesnej w Bazylei Sosnowska zbudowała także wąski korytarz z tym, że był całkowicie biały i podzielony sześcioma parami również białych drzwi. Żeby dotrzeć do końca, trzeba było się czołgać. ”Moje prace funkcjonują tak samo jak inne przedmioty z codziennej rzeczywistości, ale zawierają pułapkę, mały przekręt, który wprowadza zamieszanie, tak że niezupełnie jesteśmy pewni, w jakiej rzeczywistości się znajdujemy. Przez to, że zacieram granice, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy moja praca, ta niepewność jest jeszcze większa i zaskakująca. Trudno mi zakwalifikować, jaką dziedziną sztuki są moje wypowiedzi, zresztą nie jest to dla mnie istotne” – mówi artystka. Kama Zboralska