Franciszek Starowieyski

Urodził się w 1930 r. w Bratkówce na Podkarpaciu. Zm. w 2009 r. w Warszawie. Studiował malarstwo w krakowskiej ASP w pracowni W. Weissa i A. Marczyńskiego, a potem w pracowni M. Byliny w warszawskiej ASP. Dyplom w 1955 r. Uprawia też plakat, rysunek, grafikę książkową i scenografię. Jest pedagogiem w Europejskiej Akademii Sztuk w Warszawie. Teraz o tym, co jest na rysunkach. A więc pierwsza rzecz to prasamice, które tylko z pozoru wyglądają jak te nagie kobiety, które wokół widujemy, zaś modelki, których używam są doginane do prawzoru mej wyobraźni. Niemniej najbardziej lubię kobiety niespodzianki, które mogą zawalczyć z mym stereotypem. Wszelkie współczesne ideały, różne gładziutko – małżowate jałówki Schiffersy , dziewczynki o spiczastych piersiach, za długich nogach, byle jak przystawionych rękach i płaskich tyłkach odpadają (…) Niebezpieczny jest też inny typ kobiety: nicnieznaczącej, nudnopięknej ogólnie występującej w alegoriach od 16 wieku. Nie mogę też korzystać ze snów. To będzie tylko ilustracja, ten największy wróg tajemnicy. Tu od pierwszej kreski trzeba śnić na jawie z małymi przerwami na sprawy techniczne.” Franciszek Starwoieyski”. Franciszek v.Biberstein –Starowieyski, Galeria Sztuki Współczesnej „Parnas”, czerwiec 2002 r, Katowice, katalog Od zawsze fascynuje go ludzkie ciało. Deformuje je, umieszcza w zaskakujących kontekstach. Na ogół unika twarzy i rąk, bo rozpraszają punkty wyrazu. (W rysunkach, w których pojawia się wiele twarzy dba o to by były wzniosłe). Jako męskiego modela używa siebie. „Jest też jeden anorektyk, którego zapamiętałem z plaży nudystów na Riwierze: stara się wgryźć w monumentalnie niedostępne kobiety. j.w. Każda praca to oddzielna historia, i nie należy ich łączyć w cykle. Powstała z innego nastroju, o innej porze dnia, z innym układem chmur. Może to dziwić, ale wszystkie rysunki mają swoje zaplecze. Natura z wodą, śniegiem, kępami zieleni, horyzontem złamanym przez zamek w Janowcu, czy skalistym brzegiem Wisłoka przed dworem w Bratkówce, zostaje zdominowana plątaniną linii i brył monumentalnych, zmysłowych ciał. W nagości szuka piękna, wzniosłości, wręcz jakiegoś szczególnego patosu. Nie znoszę poniżania człowieka i szokowania, okropności i brudnych myśli. Nawet jak najbardziej zmasakrowana istota zachowuje swą idealność. A najbardziej lubię świętych, nawet gdy są świętymi mroków. j.w. Niektóre prace poświęca naturze, a konkretnie pniom drzew. Powyginanym, połamanym, strzaskanym, z widocznymi śladami dramatycznych zmagań z żywiołami i upływem czasu. Artysta utożsamia się z nimi – swoją twarz wtapia w pobrużdżoną, pomarszczoną korę („Ja jako stary pień”). Prace inspirowane barokiem antydatuje o trzysta lat. Francuski i łacina – języki, w jakich podpisuje prace są zdaniem Starowieyskiego najbliższe poetyce jego twórczości. Od lat prowadzi „Teatr rysowania” – w ciągu kilku dni w obecności publiczności maluje swoje gigantyczne obrazy. Kama Zboralska. Przewodnik po galeriach sztuki 2006. Sztuka inwestowania w Sztukę. Rosner & Wspólnicy 2005.