Grzegorz Sztwiertnia

Urodził się w 1968 r. w Cieszynie. Studia w krakowskim ASP w pracowni prof. J. Nowosielskiego (1987-1992). Zajmuje się również rysunkiem i instalacją. Pisuje komentarze do swoich prac. Obecnie jest prodziekanem Wydziału Malarstwa krakowskiej ASP. Przypadkowo znalazłem w antykwariacie książkę Ignacego Witza zatytułowaną „Oko i dłoń malarza” . Tytuł wywołał we mnie falę refleksji. Czy chodzi o specyficzne malarskie widzenie, czy może o techniczny kunszt malarza, a może o szczególną koordynację ręki i oka. W tych rozważaniach zabrakło mi mózgu, jakby autor nie zdawał sobie sprawy z jego znaczenia w twórczości. Z tego braku narodził się mój nieco groteskowy pomysł zniszczenia oka i zniszczenia ręki, tak by został tylko ów brakujący mózg. Bo przecież mózgiem obrazu zawsze jest widz. „Duchowe życie tkanek” Justyna Nowicka, Rzeczpospolita 6.06.2003. Fascynuje go tajemnica życia, stara się ją rozwikłać analizując chore, udręczone dusze, naznaczone chorobami ciała. Wybiera patologie, które traktuje jako metaforę dolegliwości duchowych. W jego dwuznacznych pracach choroba jawi się w kategoriach swoistego, abstrakcyjnego porządku, zorganizowanego według określonych zasad. Jak nasza psychika uzależniona jest od fizyki ciała ? Chętnie korzysta ze starych traktatów, podręczników medycznych, w tym również z zakresu psychiatrii. Korzysta też z pomocy lekarskich na przykład tablic do badania wzroku. Inspiracje czerpie ze zdjęć medycznych, z rentgenowskimi włącznie. Te zainteresowania ludzką fizjonomią zostały mu jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy oglądał atlasy anatomiczne i medyczne ojca- chirurga. Fascynują go również sprawy związane z funkcjonowaniem ciała. Odwołuje się do jego wizerunku, wnętrza, konstrukcji. Uwiecznia oczy, usta, twarze, ramiona, zdeformowane i zmienione chorobą. Pokazuje twarze o widocznym szaleństwie, zastygłe w grymasach, o płonących oczach, z wywalonymi językami. Jakby odarte ze skóry – widać zarysy czaszki. Artysta pojęcia takie jak rana, blizna, skóra przekłada na język sztuki. Łączy dosłowność z umownością. Na powierzchni płócien jawią się zgrubienia, blizny, kępki włosów. Samotne oko jawi się jako wielka, zawieszona w nieokreślonej przestrzeni kula, autonomiczny byt. Do swoich prac dodaje objaśnienia, wprowadza paranaukowe teorie i pojęcia. Zaciera granice pomiędzy sztuką i nauką, intuicją i logiką, prawdą i fikcją, powagą a ironią. Czasem trudno dociec co w jego świecie jest prawdą a co zostało zmyślone. W jego obrazach widoczne są brunatno – purpurowe ślady pędzla, gęste smugi farby w kolorze zakrzepłej krwi. Dominują barwy określane mianem „cielistych”, przybrudzone biele, zgaszone, sinawe fiolety, róże. Kama Zboralska. Przewodnik po galeriach sztuki 2006. Sztuka inwestowania w Sztukę. Rosner & Wspólnicy 2005.