Artur Żmijewski

Urodził w 1966 r. w Warszawie. Studia w warszawskiej Akademii Sztuk Pięk-nych(1990-1995) w słynnej „Kowalni” kierowanej przez Grzegorza Kowalskiego. Jest autorem obiektów fotograficznych, fotografii i filmów wideo, niezależnym kura-torem wystaw zbiorowych takich jak „Ja i Aids” (1996), cyklu „Parteitag” (1997, 1998, 1999), Sexxx (2000) i „Polska” (2002). Uhonorowany główną nagrodą na wy-stawie Guarene Arte 2000 w Guarene d'Alba we Włoszech (2000). Projekt Żmijew-skiego „Powtórzenie” reprezentował Polskę na 51. Biennale w Wenecji w 2005 roku. Współpracuje z Fundacją Galerii Foksal. Mieszka i tworzy w Warszawie. Autor książki „Drżące ciała. Rozmowy z artystami” m.in. z Katarzyną Kozyrą, Pawłem Al-thamerem, Zbigniewem Liberą. „Skandale wokół sztuki lat 90. i te z początku XXI wieku są świadectwem ambiwa-lencji w odbiorze treści sztuki. Z jednej strony pełniły funkcje obronną przed tre-ściami sztuki, z drugiej informowały o niewygodzie w relacji z nią. Mówiły: ten im-munitet jest tak silny, że od razu musimy używać mocnego języka, żeby zakomuni-kować swoją opinię. Żeby zrównać się z rangą sztuki, wyrównać tę asymetrię, język dyskusji od samego początku debaty musi być przesadnie mocny”. Te słowa Artura Żmijewskiego w pełni oddają sens sztuki jaką tworzy. Ma ona być mocna, powinna wpływać na świadomość społeczną i pobudzać do myślenia. W innym wypadku widz przejdzie obok dzieła obojętnie. Dla Żmijewskiego najważniejszą sprawą jest uka-zywanie prawdy: o człowieku, jego cielesności i zachowaniach w ekstremalnych sy-tuacjach. „Jestem rzeźbiarzem. Niestety, możliwości rzeźby są bardzo ograniczone. To, czego w żaden sposób nie udawało się wyrzeźbić, starałem się opisać kamerą. Film okazał się podatnym medium. Chciałbym, aby moje filmy nie były zanadto zmyśleniem ani zanadto dokumentem. Wymyślam wstęp, początek sytuacji - dalej kreuje ją życie. Stoję na pograniczu fabuły i dokumentu, noweli i reportażu. To, co dzieje się w mo-ich filmach, wydarza się naprawdę w rzeczywistym świecie. Ale to ja prowokuję rozwój zdarzeń. Podoba mi się ta strategia i będę brnął w to dalej.” Żmijewski reżyseruje więc zdarzenia, najczęściej ekstremalne. Po to by obna-żyć zależność behawioralną od sytuacji w jakiej znalazł się filmowany przez niego człowiek. W pracy „Oko za oko” (1998) sfilmował obnażonych kalekich ludzi obok zdrowych, gdzie ci ostatni kalekom „pożyczają” brakujące kończyny. W „Berku” (1999) widzimy grupę osób filmowaną w dwóch pomieszczeniach. Jednym z nich jest komora gazowa hitlerowskiego obozu zagłady. Tu, nadzy mężczyźni i kobiety grają w popularnego berka. Każda filmowana osoba zachowuje się inaczej. Jedni się bawią, inni wyraźnie odczuwają strach jeszcze inni ukrywają nagość. Żmijewski na-zywa to działaniem terapeutycznym. Powtarzana czynność, choć w zupełnie innych okolicznościach, ma wymazać z pamięci uczestników powracającą, koszmarną trau-mę. Jedną z najbardziej znanych prac jest „Powtórzenie”, prezentowane na 51. Bien-nale w Wenecji w 2005 roku. Artysta przeprowadził ponownie eksperyment Philipa Zimbardo z 1971 roku, znanego jako Stanford Prison Experiment. Zimbardo, badał w nim zachowanie zwykłych osób umieszczonych w rolach więźniów i strażników w utworzonym na potrzeby eksperymentu więzieniu. U Zimbardo zwykli ludzie wcieli-li się w rolę ofiar i katów bez żadnego przymusu. Wyniki eksperymentu miały do-wieść, że zachowania ludzi są przewidywalne. Zależą jedynie od warunków i sytuacji jakie im zaserwowano. Po trzech dekadach, Żmijewski prawie dokładnie odtworzył szczegóły eksperymentu, dowodząc jednak że są także i inne rozwiązania. Ekspery-ment Żmijewskiego trwał równy tydzień a uczestnicy mieli dostać wynagrodzenie. Na początku brało w nim udział 16 osób, do końca wytrwało tylko pięć. Wszyscy mogli w każdej chwili wyjść, tracąc jednak pieniądze. Podobnie jak w eksperymen-cie Zimbardo, bardzo szybko doszło w „więzieniu” do przemocy i niechęci pomiędzy "strażnikami" a "więźniami". Jednak u Żmijewskiego, siódmego dnia wyznaczony przez artystę „naczelnik więzienia” zaproponował przerwanie eksperymentu. Uczestnicy, pomimo utraty kasy, uściskali się i opuścili sztuczne więzienie. Film mówi o zniewoleniu nie tylko więźniów w więzieniach, ale tych wszystkich, którzy są więźniami własnej sytuacji: w domu i w pracy. W 2003 roku Żmijewski wraz z Pawłem Althamerem pojechał do Izraela, by nakręcić serię filmów dokumentalnych. Kilka , stworzonych podczas tamtej podróży jak „Lisa” „Itzik” czy „80064” ma wręcz tradycyjną dokumentalną formułę. Mono-logi wygłaszane przez „gadające głowy” są świadectwem „ważniejszym niż moje domniemania i formułowane przeze mnie interpretacje”. Taki też jest film „Itzik”, w którym bohater, Żyd, w swoim długim monologu, przeplatanym religijnymi wtręta-mi, manifestuje nienawiść do Palestyńczyków. W filmie „80064” wystąpił były wię-zień obozu zagłady Auschwitz, Józef Tarnawa. Żmijewski namówił go na wytatu-owanie numeru obozowego (tytuł filmu), by znowu dokonać powtórzenia sytuacji, ale w innych zupełnie okolicznościach. Po długich namowach udało mu się sprawić by Tarnawa zgodził się na eksperyment – tyle, że w salonie tatuażu. Na pytanie o sens takich działań i w ogóle sztuki krytycznej Żmijewski odpowiada: „Doświadczenia sztuki krytycznej mówią nam, że możliwa jest Polska kry-tyczna, świadoma. Że można wejść na ten poziom cynizmu, żeby widzieć i wie-dzieć”. ŁR