Erna Rosenstein

Urodziła się w 1913 roku we Lwowie. Zmarła w Warszawie w 2004 r. Studia w wiedeńskiej Frauen Akademie (1932 – 1934) i w krakowskiej ASP (1934 – 1936) pod kierunkiem W. Weissa. Od 1957 r. członek Grupy Krakowskiej. Laureatka Nagrody Krytyki Artystycznej im. C.K. Norwida (1976 ) i Nagrody im. J. Cybisa (1996). Dla mnie rzeczywistość to bardzo szerokie pojęcie. Rzeczywiste jest dla mnie to, co gra w ciszy, co unosi się w powietrzu. Patrząc na moje obrazy ktoś może powiedzieć, że to fantazja, a dla mnie to jest rzeczywistość – ja to widzę i czuję. „Ja to widzę i czuję”. Tamara Sztyma Gazeta Wyborcza Wielkopolska, Wywiad, 4.06.2001 r. Istotę jej świata pełnego nostalgii i wspomnień, nieustannych marzeń oddaje fragment jej wiersza „Toast” : „Kreska cieńsza od powietrza/ Uśmiech bledszy od motyla.” Malarka tworzy odrealnione kompozycje - wątki rzeczywiste łączy z wyobrażonymi, obok portretów bliskich osób maluje fragmenty całkowicie abstrakcyjne. Tworzy też wielobarwne kolaże na dykcie, tekturze, blasze lub drewienku, na których przylepia tandetne, drobne elementy: zardzewiałe kapsle, guziki, strzępki przedmiotów. Czasem jest to spinacz do papieru, drobne szkiełka, koraliki itp. Wykorzystuje przedmioty tandetne, zniszczone, znalezione. Wierzy w uszlachetniająca moc twórczego gestu. W jej pracach spotykają się przedmioty i części przedmiotów, które nigdy nie znalazłyby się koło siebie, chyba, że na śmietniku. Każdy fragment prowadzi do jakieś całości - haczyk to ściana, ściana to dom, dom to… i itd. Zawsze są to zestawienia zaskakujące. Zawsze o przemijaniu i odchodzeniu („Odgrzebane”, „Rozbite chce żyć i płacze”). O samotności, lękach, niepokojach. Przeszłość jawi się pełna drobiazgów. Guziki, ścinki papieru, plastikowe formy po czekoladkach - ślady czyjegoś życia, dawno zapomnianego szczęścia, wyblakłej tragedii stają się niemymi świadkami radości i smutków. Za materiał malarski służy jej niemal wszystko, tak więc i forma obrazów za każdym razem bywa odmienna. Tylko niektóre jej prace namalowane są farbami, bez przyklejonych dziwnych, czasem zaskakujących dodatków. Takimi tradycyjnymi kompozycjami są portrety męża- Artura Sandauera, syna i rodziców. Dla mnie obraz nigdy nie jest ukończony. Zawsze mam uczucie, że mogłabym go dalej prowadzić. Mój program to nie być jednokierunkową. Ja nie jestem za jednolitością. Staram się robić to, co mi się chce. Czasami też psuję w ten sposób obraz. Ale trudno. Twórczość jest badaniem tajemnicy świata przy pomocy obrazu, to jak można go ukończyć ? „Nie być jednokierunkową”. Bożena Zagórska Trybuna. 5.VI. 2003 r. Kama Zboralska. Przewodnik po galeriach sztuki 2006. Sztuka inwestowania w Sztukę. Rosner & Wspólnicy 2005.