Władysław Hasior

Urodził się w 1928 w Nowym Sączu, zmarł w 1999 w Krakowie. Absolwent Państwowego Liceum Technik Plastycznych w Zakopanem pod kierunkiem profesora Antoniego Kenara (1947-1952), studia w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, pod kierunkiem profesora Mariana Wnuka(1952-1958). Stypendysta francuskiego Ministra Kultury (1959). Studia w pracowni rzeźbiarza Ossipa Zadkine’a w Paryżu. Od 1957 r. mieszkał w Zakopanem. Wykładowca Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu i scenograf w Teatrze Polskim. Prawie wszystkie jego prace powstawały w zakopiańskiej pracowni nazywanej przez Hasiora „leżakownią". Autor rzeźb plenerowych i pomników oraz małych kompozycji przestrzennych i sztandarów. Organizował także w formie happeningów słynne misteria i procesje. Liczne wystawy za granicą m.in. w Paryżu, Wiedniu, Wenecji, Kopenhadze, Rzymie, Sztokholmie, Moskwie, Oslo i Helsinkach. Pomniki Hasiora znajdują się m.in. w Kopenhadze („Płonąca Pieta”, 1972) i w Szwecji („Słoneczny rydwan”, 1972). Artysta przed śmiercią przekazał swoją spuściznę Muzeum Tatrzańskiemu. W 1975 r. krytycy sztuki zrzeszeni w sekcji polskiej AICA uznali Hasiora i Tadeusza Brzozowskiego za „Najwybitniejszych twórców polskich XXX –lecia”. Szybko stracił ojca, a ojczym wyrzucił go z domu. Dzięki Marii ze Styczyńskich Butscherowej–Długopolskiej, która wspierała go finansowo podjął naukę w szkole w Zakopanem. Gdyby nie jej pomoc z pewnością jego życie ułożyło by się zupełnie inaczej. Być może z odrzucenia przez najbliższych wzięła się jego miłość do przedmiotów uznanych przez innych za bezwartościowe. Hasior widział w nich skarby pełne ukrytych znaczeń i symboli. Jego prace składają się z rzeczy niepotrzebnych, zdegradowanych, które nazywał "zużytymi rekwizytami codzienności". Ich jarmarczno - śmietnikowy charakter, Hasior wykorzystał do poważnego przekazu i ekspresyjnej wymowy. „Używam materiałów, które znaczą, podszeptują. Każdy przedmiot ma swój sens, a złożone dają aforyzm." Z tych znalezionych odpadków, starych lalek, materiałów, kolorowych odpustowych dewocjonaliów konstruował ni to rzeźby, ni obrazy. Stare szmaty w jego rękach stawały się świętymi sztandarami a ogień i powietrze traktował jak każdy inny materiał rzeźbiarski. Jego pomniki płonęły lub grał w nich wiatr. O swojej twórczości mówił, że pochodzi od jakiejś prywatnej metafizyki losu, która kazała mu zająć się uprawianiem sztuk plastycznych. „Zacząłem od bardzo infantylnych rysunków, od majsterkowania, klasycznie, jak to czynili Jankowie Muzykanci...”- zwierzał się w jednym z wywiadów. W wielu pracach pojawiają się ptaki, pojawia się także cierpienie, brutalność, które powracają w jego sztuce jak mantra. Z wózka dziecięcego, który podarowała mu przyjaciółka Anna Micińska, uczynił grób wsypując do niego piasek, w który wbił świecie i krzyże. Pracę nazwał „Pamięci Dzieci Zamojszczyzny". W „Rzezi winiątek" lalki są przebite gwoździami i hakami, w „Wyszywaniu charakteru" nagą lalkę podłożył pod igłę maszyny do szycia. W 1959 r. wykonał pierwszy pomnik w Zakopanem, zatytułowany „Ratownikom górskim". W 1964 r. stworzył w Kuźnicach pomnik „Prometeusz Rozstrzelany". Wraz ze swoimi uczniami zrealizował także kilka pomników nagrobnych na cmentarzu w Zakopanem. Niektórych, surrealnych pomysłów nie udało mu się zrealizować jak np. zaprojektowany w 1965 r. pomnik marynarzy - stojące na czterech szklanych nogach akwarium ze statkiem w środku. W świecie Hasior zasłynął płonącymi monumentami. Takim obiektem był m.in. pomnik postawiony w Koszalinie w roku 80. Hasior zadedykował go „Tym, którzy Walczyli o Polskość”. Inną rzeźbę, nazywaną „żelaznymi organami" postawiono na Przełęczy Snozka koło Czorsztyna. Odpowiednia metalowa konstrukcja sprawia, że kiedy wiatr w nią wpada, wydaje świszczący dźwięk. Ten pomnik zatytułowany „Poległym w walce o utrwalenie władzy ludowej" powstał na zlecenie władz PRL-u. Hasior nigdy zamówień nie rozpatrywał w kontekście politycznym. Działalność artystyczną uważał za prowokację: intelektualną, twórczą. W 1983 r. powstał jego, podobnie jak inne dzieła niekonwencjonalny „Krzew gorejący”, drzewo o wysokości 460 cm, z wplecionymi w konary rękami i nogami manekinów oraz płomieniami ognia wyświetlanymi z projektora. Kiedy Hasior wykończony alkoholem trafił do szpitala zrealizował swoją ostatnią pracę „W hołdzie serdecznym kardiologom”. Wypchał serce ze złoconego brokatu i umieścił na srebrnym tle, a u dołu zawiesił ludowego ptaszka. ŁR