Trwający już kilka miesięcy ogólnoświatowy kryzys dotknął także zachodnie rynki sztuki. Polski rynek jest rynkiem młodym, rozwijającym się. Zachodnie mechanizmy nie przekładają się na nasze realia. Ceny prac rodzimych artystów nigdy nie były tak wywindowane jak w USA czy w Anglii. Nie mają specjalnie z czego „spadać”.
Wszystko wskazuje na to, że trwający ponad 10 lat boom na sztukę skończył się wraz ze światowym krachem gospodarczym. Radykalnie skurczyły się obroty największych domów aukcyjnych w Londynie i Nowym Jorku. Niektóre jak np. Christie's, żeby utrzymać się na rynku handlu dziełami sztuki redukują zatrudnienie i radykalnie tną koszty.
Zdarza się, że wybitne dzieła nie znajdują chętnych. Np. w listopadzie 2008 r. na licytacji w nowojorskim Christie's nie udało się sprzedać wycenionego na 40 mln dolarów obrazu Francisa Bacona a na lutowej licytacji obrazy Auguste'a Renoira i Henri Matisse'a nie osiągnęły ceny rezerwowej (minimalnej). Niektórzy wielcy kolekcjonerzy, jak były prezes banku Lehman Brothers Richard Fuld, pozbywają się części swoich słynnych zbiorów. Za dzieła m.in. Willema de Kooningsa, Arshila Gorkiego i Agnes Martins zamiast spodziewanych 20 mln dolarów, uzyskał 13,5 mln USD.
Na razie nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak na najbliższe lata zapaść na giełdzie przełoży się na rynek sztuki, który jak wiadomo rządzi się swoimi prawami. Nie wiadomo jak głęboko ten kryzys sięga i kiedy się skończy. Czy nastąpi totalna przecena czy niektórzy gracze wycofają z giełdy pieniądze, a jeśli tak, to w co zaczną je lokować. Inwestowanie w dzieła sztuki wymaga specjalistycznej wiedzy w porównaniu z zakupami np. obligacji czy złota. Ale należy pamiętać, że nabycie sztuki dawnej zweryfikowanej przez krytyków, rynek muzealny, kolekcjonerski itd. niesie niewielkie ryzyko. Wydaje się być pewną lokatą. Zwłaszcza, że ilość „towaru” jest ograniczona i skończona. I jak życie pokazało jest lokatą pewniejszą nawet od amerykańskich obligacji rządowych.
Nie tylko na aukcjach ale również i na prestiżowych międzynarodowych targach sztuki wielu klientów wzięło głęboki oddech i czeka na rozwój wydarzeń. W grudniu 2008 r., na Art Basel Miami Beach, na Florydzie - jednych z najbardziej liczących się na świecie targach zdecydowane więcej było oglądających niż kupujących.
Na polskich stoiskach także wiało pustką. Dla warszawskich galerii: Raster i
Lokal_30, pokazanie się wśród najlepszych galerii z całego świata jest dużym
wyróżnieniem ale i jak się okazało także dużym wyzwaniem finansowym.
-
Kiedy aplikowaliśmy o dotacje, koszt uczestnictwa jest rzędu kilkudziesięciu
tysięcy złotych, był inny przelicznik walutowy. Poza tym niewiele
sprzedaliśmy - zaledwie kilka fotografii Karoliny Zdunek. Mimo to, nie
zrezygnujemy z obecności na równie kosztownych Targach Młodej Sztuki Liste,
w Bazylei, które odbywają się w tym samym czasie co Art Basel, najbardziej
prestiżowe na świecie targi sztuki - mówi Agnieszka Rayzacher,
współwłaścicielka galerii Lokal_30.
Bez względu na ogromne wydatki
trzeba na tych targach być. Oczywiście pod warunkiem, że program galerii
zostanie zaakceptowany przez wymagającą komisję kwalifikacyjną. Art Basel
odwiedzają najwięksi muzealnicy, kuratorzy, kolekcjonerzy z całego
świata.
Istniejący od czterech lat Lokal_30 właściwie od początku stawia
na klienta zachodniego. W Polsce zawsze niewiele sprzedawali. Nic dziwnego,
że teraz jeszcze mniej. Ostatnio organizują wystawy w różnych instytucjach
na całym świecie m.in. w Izraelu, Stanach Zjednoczonych, w Norwegii i
Szwecji. Przeważnie po zakończeniu ekspozycji dochodzi do zakupu
wystawianych prac. Zdaniem Agnieszki Rayzacher nadal lokowanie w sztukę jest
alternatywą dla inwestowania w fundusze, lokaty bankowe i giełdę. Należy
pamiętać, że jest to inwestycja długoterminowa i nikt nie da gwarancji ile i
w jakim czasie zarobimy. Z pewnością warto poradzić się specjalistów, a
transakcji dokonywać w renomowanych galeriach m.in. Starmach Gallery,
Zderzak, Program, Raster, ArtNewMedia. Galeriach, które same inwestują w
artystę, organizują wystawy, wydają katalogi, pokazują ich twórczość na
zachodnich targach.
Również i dla Rastra ostatnie targi w Miami były
słabe. To był najgorszy moment, tuż przed wyborami, zanim Barack Obama
tchnął optymizmem. - Targi te odwiedzają przede wszystkim Amerykanie, którzy
tym razem mocno trzymali się za portfel - mówi Michał Kaczyński,
współwłaściciel Rastra.
Mimo ogromnych kosztów rastrowcy też wybierają
się na Art Basel, podobnie jak Starmach Gallery i Fundacja Galerii Foksal.
Nawet, jeśli nadal nie zostanie przerwana zła passa to nawiązane tam
kontakty z pewnością zaprocentują w przyszłości.
- Największa korekta cenowa dotknie dokonania najmłodszego pokolenia artystów, którzy nie zdążyli jeszcze zaistnieć – mówi Andrzej Starmach, właściciel jednej z czołowych polskich galerii, krakowskiej Starmach Gallery. Zakup sztuki nowoczesnej porównywany jest do inwestycji spekulacyjnych. Natomiast jestem spokojny o klasyków współczesności m.in. o Jerzego Nowosielskiego, Tadeusza Kantora, Marię Jaremę, których prace oferuję swoim klientom i sam ich dzieła kolekcjonuję od lat. Z ich twórczością jest podobnie jak z dziełami starych mistrzów. Popyt nie ma wpływu na podaż. Tych dzieł już nie będzie więcej a wybitne są w tzw. „mocnych rękach” . Nie ma problemu ze sprzedażą czegoś wyjątkowego. Dobrą sztukę należy kupować niezależnie od kryzysu, bo moim zdaniem niedługo ceny pójdą w górę.
Na zeszłorocznej aukcji w Desie Unicum, padł kolejny rekord cenowy Nowosielskiego. Za jego „Porwanie Europy” z 1976 roku, zapłacono 255 tys. zł przy cenie wywoławczej 240 tys. zł. Warto przypomnieć, że obrazy Nowosielskiego w latach 70. można było kupić za 100 - 300 dol. Podobne jak dzieła Tadeusza Kantora, którego „Człowiek z parasolkami” został w 2007 r. wylicytoway na aukcji za 295 tys. zł. (cena wywoławcza 220 000 zł).
Tego samego zdania co Andrzej Starmach, jest prezes warszawskiej galerii
ArtNewMedia, Andrzej Wysocki. – Nie miałbym żadnych problemów ze sprzedażą
prac wybitnych twórców którzy na stałe wpisali się w naszą historię i
kulturę - dodaje. Od lat poszukiwane są przez kolekcjonerów m.in. wczesne
prace Stefana Gierowskiego. W styczniu br. na aukcji w Domu Aukcyjnym Rempex
jego abstrakcja z lat 60. została sprzedana za 470 tys. zł. I tak padł
kolejny rekord na pracę żyjącego polskiego artysty Do tej pory na krajowych
aukcjach prym wiódł Jerzy Nowosielski. Przez wiele lat, jego oleje
przekraczały 100 tys. złotych. Nadal najcenniejszym polskim artystą
współczesnym jest oczywiście Wilhelm Sasnal, jego „Samoloty”, w 2007 r.
zmieniły właściciela za 396 tys. dol., a rok później za „Palące dziewczyny”
w Londynie zapłacono 456 tys. dolarów. W Polsce, na aukcji w Agra-Art w
listopadzie 2008 roku jego obraz został wyceniony na 90 tys. złotych i za
tyle został sprzedany.
Wracając do rodzimego rynku galeryjnego, to
poszukiwane są także oryginalne płótna Jana Tarasina. Kilka miesięcy temu w
Szwecji jego dzieło z lat 60. zostało wylicytowane za 30 tys. euro. Ostatnio
wzięciem cieszy się Jacek Sempoliński, który miał aż cztery wystawy
indywidualne w Zachęcie, zawsze był ceniony przez krytyków i kuratorów, ale
na rynku jego obrazy były niedostępne. W ArtNewMedia wysmakowane,
monochromatyczne prace Sempolińskiego są w cenie od 16 do 25 tys. zł. Z
pewnością na wzrost zainteresowania i tym samym cen dokonań Włodzimierza
Pawlaka, jednego z członków legendarnej już formacji artystycznej -
„Gruppa”, miała jego niedawna indywidualna ekspozycja w Zachęcie. Starsze
jego oleje kosztują ponad 40 tys. zł.
Galerie przestali odwiedzać ci, którzy zorientowani byli tylko i wyłącznie na inwestowanie. Z Rastra - galerii, która powstała z myślą o grupie Ładnie (m.in. Wilhelm Sasnal) jak przyznaje Michał Kaczyński w dobie kryzysu zniknęli przypadkowi klienci. Stali, głęboko zaangażowani w sztukę nie wycofają się, wcześniej też nie kupowali w kontekście ekonomicznym. Galeria jest ich opiekunem i zarazem przewodnikiem po sztuce. Poza tym ceny prac oferowanych przez nich artystów nie były i nie są wyśrubowane. Za duży olej Agaty Bogackiej trzeba zapłacić 25 tys. zł. (zawsze wymiar 160x120). Natomiast za najtańszą fotografię Anety Grzeszykowskiej 2,5 tys. zł., a za portrety osób nigdy nie istniejących od 5 tys. zł do 8 tys. zł. Prace Rafała Bujnowskiego kosztują od 18 tys. zł do 20 tys. zł. Natomiast rzeźby Michała Budnego, artysty, którego prace będą pokazane na tegorocznych targach Art Basel są dostępne od 10 tys. do 20 tys. zł. Bardzo delikatne z kartonu, nie kojarzą się z trwałością rzeźbiarską.
Również głębokiego kryzysu na razie nie dostrzega Małgorzata Gołębiewska,
właścicielka krakowskiej galerii nova - Przede wszystkim nastawiamy się na
młodych artystów. Ceny ich obrazów są od 3 tys. zł do 5 tys. zł. Nasza
oferta jest bardzo płynna, ale zawsze mamy „lokomotywy” – aktualnie naszymi
sztandarowymi twórcami są: Norman Leto (6-20 tys. zł) i duet Kubiak/Krawczyk
(5 tys. zł). Na razie wykruszyli się klienci, którzy byli związani z branżą
finansową i sztukę postrzegali głównie poprzez pryzmat ewentualnych zysków.
Wierni bywalcy nie zawodzą i wiedzą, że na pierwszej promującej artystę
wystawie należy od razu kupować, bo wtedy jest taniej. Przy słabej złotówce
nasze ceny są atrakcyjne dla Niemców, którzy ostatnio nas chętniej
odwiedzają.
Zdaniem Leszka Czajki, właściciela warszawskiej Galerii Wizytującej, kryzys
jak wiadomo nie jest związany z duchem tylko z materią i jest wynikiem
agresji pieniądza. W czasach załamania ekonomicznego jedni tracą inni
zyskują. Z pewnością wyłowi się nowa grupa ludzi, którzy zaczną
kolekcjonować sztukę i kupować m.in. świetne oleje Tomasza Tatarczyka czy
Ryszarda Woźniaka, członka „Gruppy”. Na razie wycofują się 30-40 latkowie,
którzy pozytywnie snobowali się na posiadanie dobrego obrazu. Teraz mają na
uwadze przede wszystkim spłaty kredytów. Częściej, podobnie jak w
warszawskiej Galerii Klimy Bocheńskiej sprzedają się obrazy z niższej póki
cenowej. - U nas zintensyfikował się obrót prac tańszych, od 5 tys. zł do 20
tys. zł. m.in. Krzysztofa Augustyna i Marka Sobczyka - dodaje Klima
Bocheńska, właścicielka Galerii Klimy Bocheńskiej.
A jak poradzą sobie galerie młode, promujące sztukę najnowszą ?
Dawid Radziszewski, właściciel działającej od 4 lat poznańskiej galerii Pies, odczuwa pierwsze symptomy pogarszającej się koniunktury. Co prawda cały czas coś sprzedaje ale nie doszło do pewnych ważnych transakcji. Prezentuje sztukę nowoczesną, która nie miała jeszcze okazji dojść do takiego poziomu cenowego jak na Zachodzie. Trudno więc mówić o jakieś radykalnej obniżce cen. Jego galeria ma niskie koszty utrzymania i z pewnością łatwiej będzie mu przetrwać trudne chwile.
Niezależnie od różnych obaw związanych z inwestowaniem w sztukę, warto po raz kolejny powtórzyć, że żadna inna inwestycja nie dostarcza takich doznań estetycznych jak dzieło sztuki. Posiada wartość dodaną, której z pewnością nie mają ani akcje, ani obligacje czy fundusze. A jeśli nie przepłacimy, to raczej nie ma mowy żebyśmy stracili - tak uważa jeden z największych polskich kolekcjonerów Krzysztof Musiał.
Kama Zboralska,
autorka cyklu książek „Sztuka inwestowania w Sztukę”.
O ich wysokości decyduje: jakość pracy, wielkość, technika, okres twórczy w jakim powstały.
Dzieła Magdaleny Abakanowicz, Romana Opałki, Mirosława Bałki są obecne na rynkach światowych już od lat 80., w Polsce właściwie niedostępne. Aktualnie „Abakany” można kupić w cenie od 100 tys. euro, obrazy Opałki od 300 tys. euro a za niewielką pracę Bałki należy wyłożyć kilkadziesiąt tys. euro. Na przestrzeni 20 lat ceny dokonań tych twórców wzrosły kilkakrotnie.
olej/płótno 100-300 $ 1989 r.
olej/płótno 70 tys. zł 2003 r.
olej/płótno 128 tys. zł 2005 r.
olej/płótno 160 tys. zł 2005 r.
olej/płótno 220 tys. zł 2007 r.
olej/płótno 100-300 $ 1989 r.
olej/płótno od kilku do kilkudziesięciu tys. zł, lata 90.
olej/płótno 131 tys. zł 2002 r.
akryl/płótno 90 tys. zł 2003 r.
olej/płótno 205 tys. zł 2007 r.
akry/płótno 140 tys. zł 2007 r.
relief 100-300 dol. 1989 r.
relief 19 tys. zł 2002 r.
relief 78 tys. zł 2002 r.
relief ponad 80 tys. zł 2006 r.
olej/płótno od kilku do kilkunastu tys. zł, pocz. lat 90.
olej/płótno 40 -120 tys. 2003 r.
olej/płótno 200 tys. zł 2008 r.
olej/płótno kilka tysięcy zł, pocz. lat 90.
olej/płótno 15 tys. zł 2004 r.
olej/płótno 40 -60 tys. zł 2005 r.
olej/płótno 72 tys. zł 2006 r.
olej/płótno 1500 zł 2000 r.
olej/płótno 396 tys. $ - najdroższy w historii współczesny polski obraz olejny, 2007 r.
(aukcja w nowojorskim domu aukcyjnym Christie's)
olej/płótno 30 - 40 tys. euro 2008 r.
olej/płótno 12 - 25 tys. zł lata 90.
olej/płótno 43 tys. zł 2002 r.
olej/płótno 110 tys. zł 2007 r.
olej/płótno 220 tys. zł 2007 r.
30- 40 tys. zł (gipsy), do 200 tys. zł (poliester) – 2004 r.
prace od 50 tys. euro – 2008 r.
olej/płótno ok. 25 tys. zł pocz. lat 90.
akryl/płótno 52 tys. zł 2007 r.
olej/płótno ok. 100 tys. zł 2008 r.
olej/płótno ok. 100 dol. pocz. lat 90.
olej/płótno 85 tys. zł 2002 r.
olej/płótno 130 tys. zł 2003 r.
olej/płótno 100 tys. euro (aukcja w Dublinie), 2007 r.
olej/płótno 100 dol. pocz. lat 90.
olej/płótno 6,5-40 tys. 2003 r.
olej/płótno 25-70 tys. zł 2007 r.
olej/płótno 120-150 tys. zł 2008 r.
olej/płótno 120- 470 tys. 2003r
olej/płótno 490 tys. zł. 2004 r.
olej/płótno 25 – 40 tys. zł lata 90.
olej/płótno 90 - 180 tys. zł. 2008 r.
Kama Zboralska
Źródło: „Rzeczpospolita” – „Moje pieniądze” 13.III. 2008 r.
Współczesne malarstwo polskie. Najlepiej sprzedają się dzieła uznanych artystów: Tadeusza Kantora, Jerzego Nowosielskiego, Stefana Gierowskiego, Henryka Stażewskiego. Ich zakup to pewna lokata. Ale warto też interesować się twórczością młodych. Prace Wilhelma Sasnala kosztują już kilkadziesiąt tysięcy euro.
- Kupowanie sztuki to najbardziej nobilitująca forma inwestowania. Jeśli wydajesz na nią pieniądze, to znaczy, że nie tylko masz już wszystko, ale jeszcze do tego jesteś estetą. Niektórzy milionerzy przeszli do historii tylko dlatego, że przekazali swoje kolekcje do muzeów – mówi Andrzej Starmach, właściciel Starmach Gallery.
Polski rynek sztuki jest rynkiem mało przejrzystym, ciągle w fazie rozwoju. Nadal obraz czy rzeźba jest towarem luksusowym, nie dlatego, że są drogie. Do ich kupienia oprócz pieniędzy, niezbędna jest chęć posiadania sztuki, obcowania z nią na codzień. Nie wszyscy, których na nią stać, czują taką potrzebę.
Ostatnio pojawiła się nowa grupa klientów. Spadki na giełdzie sprawiły, że część osób swoje oszczędności zaczęła lokować w sztukę. Nadal najlepiej sprzedają się prace artystów już uznanych: Tadeusza Kantora, Jerzego Nowosielskiego, Stefana Gierowskiego, Henryka Stażewskiego. Zakup prac tych klasyków można przyrównać do pewnej lokaty bankowej, ceny nie powinny być już niższe, a te które kilka lat temu były uważane za „sufitowe” w porównaniu do obecnych wydają się okazją.
Podobnie jest z innymi klasykami m.in. z Jonaszem Sternem, Marią Jaremą i Tadeuszem Brzozowskim. Pod koniec lat 80. ich dzieła kosztowały od 100 do 300 dolarów. Teraz od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy zł. Jeszcze stosunkowo niedawno można było zdobyć obraz Jaremy za 4 tys. zł, dziś trzeba wyłożyć ponad 200 tys. Natomiast słynne wirujące koła Wojciecha Fangora 20 lat temu były do kupienia za kilka tys. zł, teraz dochodzą do 200 tys. W „Galerii Stefana Szydłowskiego” są do nabycia trzy gigantyczne, wyjątkowe jego dzieła, z naklejką nowojorskiego Guggenheim Muzeum, gdzie były wystawiane, po 600 ty. zł. każdy. Fangor jako jedyny polski twórca miał w tym prestiżowym miejscu indywidualna ekspozycję.
– W latach 90. za olej Gierowskiego należało wyłożyć około 30, 40 tys. zł., te ceny sukcesywnie rosły ale największy skok zaobserwowałam w ciągu ostatniego półrocza. Jest u nas do kupienia niezwykłej urody obraz jego autorstwa za 180 tys. zł- mówi Mirosława Arens, właścicielka Zapiecka, w którym zaczynała swoje kariery większość polskich klasyków współczesności.
Andrzej Starmach, który od lat zajmuje się promocją twórczości Nowosielskiego uważa, że jeśli na rynku pojawią się jego dzieła wybitne to będą kosztować nawet i 400, 500 tys. zł. (O cenie decydują m.in. jakość dzieła, jej wielkość, technika, okres twórczy, w którym powstało).
Także i na aukcjach sztuka współczesna, dla której od niedawna organizowane są oddzielne licytacje jest coraz bardziej doceniana. Co prawda na razie daleko jej do rekordów aukcyjnych malarstwa dawnego, zwłaszcza sprzed lat- w 2000 r. „Rozbitek” Henryka Siemiradzkiego znalazł konesera za 2,13 mln zł. natomiast „Człowiek z parasolkami” Kantora niedawno został wylicytowany w Desie Unicum za 295 tys. zł, a w Rempexie DA „Figura osiowa 77 ” Lebensteina za 220 tys. zł. Nowi gracze rynkowi są ostrożni w podejmowaniu decyzji zarówno co do sztuki współczesnej jak i dawnej. Raczej koncentrują się na pracach w cenach 20-80 tys. zł. Rzadko powyżej 100 tys. zł.
Kilka tysięcy wydają na obraz, tylko dlatego, że im się podoba, i nie interesuje ich czy zarobią na tej transakcji i ile. Jeśli mają wyjąć z portfela większą sumę zaczynają myśleć w kategoriach lokaty. Ale tak na prawdę nikt nie jest w stanie przewidzieć, jakie ten wydatek przyniesie zyski.
- Jedynej gwarancji jakiej mogę udzielić, że zakup Stażewskiego, Nowosielskiego, Kantora, Sterna jest dobrą inwestycją to fakt, że sam posiadam dokonania tych artystów, a ich pracami handluję już od wielu lat- mówi Starmach, który najpierw był kolekcjonerem, a dopiero później został marszandem.
Również eksperci od art bankingu- nowej usługi oferowanej przez niektóre banki,
nie udzielają porad inwestycyjnych, nie sugerują kupna konkretnego dzieła, ponieważ jego wartość znacznie wzrośnie np. o 30%. Byłaby to czysta spekulacja. Nie ma odpowiednich analiz, liczbowych danych umożliwiających odpowiedzialne przewidywanie ceny, takich które są pomocne np. przy zakupie akcji bądź obligacji.
Oczywiście śledzenie cen aukcyjnych, jakie osiągają prace niektórych polskich twórców daje wiedzę w kogo ewentualnie warto zainwestować. Można też zdecydować się na wariant dla lubiących hazard i zainteresować się twórczością młodych. Coraz więcej także kolekcjonerów, dla których ceny ich ulubionych malarzy stały się za wysokie zaczęło poszukiwać prac artystów nowej generacji.
- Jeszcze kilka la temu, było by to nie do pomyślenia, żeby któryś z kolekcjonerów pytał o młodych artystów - mówi Elżbieta Kochanek, właścicielka warszawskiej galerii „Milano”. Niektórzy nasi klienci, którzy zaczynali od zakupu prac klasyków, później „zauważyli” dokonania słynnej „Gruppy”, teraz zaczęli przyglądać się sztuce nowoczesnej. Lata oglądania, interesowania się sprawiły, że są już w stanie sami ocenić czy konkretna praca jest rzeczywiście wartościowa. Coraz częściej odwiedzający nas 30-latkowie, pytają o twórczość swoich rówieśników. Jest im bliska pokoleniowo, a ceny w miarę przystępne. Płótna Małgorzaty Wielek-Mandreli, Marty Kochanek- Zbroji, Rafała Wilka - laureata konkursu „Obraz roku' 2006 r. można kupić już od 1 tys. do 5 tys. zł.”
Również na Zachodzie, zarówno marszandzi jak i kolekcjonerzy coraz bardziej zainteresowani są twórczością młodych. Być może jest to jeden z argumentów, który oprócz talentu przyczynił się do międzynarodowych sukcesów naszych twórców z pokolenia urodzonych w latach 70. Wielu z nich wypromowała Galeria „Raster” i Fundacja Galerii Foksal.
Do grona tego należy Wilhelm Sasnal, uznany przez renomowany magazyn sztuki Flash Art za najbardziej obiecującego artystę świata. Jest on również laureatem najważniejszej europejskiej nagrody artystycznej im. Vincenta van Gocha, a w 2007 r. jego "Samoloty" zostały sprzedane na aukcji w nowojorskim domu aukcyjnym Christie's za 396 tys. dol. (ponad 1,1 mln zł) i są najdroższym w historii współczesnym polskim obrazem olejnym. W 2002 r. na Targach Młodej Sztuki LISTE w Bazylei Fundacja pokazała tylko jego prace. Posypały się propozycje wystaw, ceny poszły w górę. Ale tak naprawdę decydujący dla jego kariery okazał się 2005 rok, kiedy został zaproszony przez The Saachi Gallery” do udziału w londyńskiej wystawie „Triumf Malarstwa”. Jej właściciel Charles Saatchi - twórca największej na świecie agencji reklamowej, zaliczany jest do najbardziej skutecznych współczesnych mecenasów sztuki. Aktualnie dzieła Sasnala kosztują kilkadziesiąt tysięcy euro. W Polsce są właściwie niedostępne.
Coraz większe sukcesy międzynarodowe odnoszą również m.in. Paweł Althamer, Robert Kuśmirowski, Monika Sosnowska, Artur Żmijewski związani z Galerią Fundacji Foksal, która podobnie jak Galeria Raster (m.in. Agata Bogacka, Oskar Dawicki, Zbigniew Libera) bardziej zainteresowana jest rynkiem zachodnim niż naszym rodzimym. Kupowane u nich prace zasilają znane światowe kolekcje.
Od niedawna działają i od razu z sukcesem nowe galerie również nastawione na promowanie młodych. „Galeria m²” postawiła na świeżo upieczonych absolwentów ASP m.in. Michała Frydrycha (nominowany do nagrody debiut roku) jak również na jeszcze studentów ( Paweł Dunal). Ich prace dostępne są w cenach od 1 tys. zł do 8 tys.
- Jest spora grupa osób, która po raz pierwszy kupiła obraz właśnie u mnie – mówi Matylda Prus, właścicielka warszawskiej „Galerii m2”. Wracają i kupują następne. Klient musi mieć zaufanie do galerii. Reguły naszego rynku powoli normalizują się. Między innymi miarą wartości jest udział dzieł w ważnych wystawach.”
Także galeria „Lokal_30, jeszcze do niedawna pracownia Zuzanny Janin, współwłaścicielki galerii ma w swojej ofercie młodych. Galeria brała udział w Targach Młodej Sztuki LISTE w Bazylei oraz w prestiżowych NADA w Miami. Debiutując na viennAfair 2006 w Wiedniu, otrzymała nagrodę za najlepszą prezentację. Galeria współpracuje m.in. z Laurą Paweli, Zuzanną Janin, z Karoliną Zdunek, której praca inspirowana architekturą w Bazylei została sprzedała za 15 tys. euro.
Wiele galerii niezmiennie od lat oferuje prace malarzy, którzy niezależnie od trendów mają stałe grono wielbicieli.
- U nas najchętniej kupowane są prace m.in. Jana Młodożeńca (2 – 4 tys. zł ), Edwarda Dwurnika, Franciszka Starowieyskiego (2,5 - 7 tys. zł.). - mówi Nina Rozwadowska, współwłaścicielka Galerii Grafiki i Plakatu.
Klementyna Bocheńska, właścicielka „Galerii Klimy Bocheńskiej”, która mieści się w kultowym miejscu- w nieczynnej Wytwórni Wódek „Koneser” prezentuje uznanych malarzy średniego pokolenia: Ryszarda Woźniaka, Olgę Wolniak, Martę Deskur oraz młodych m.in. Tomasza Kopcewicza. Natomiast w Galerii Wizytującej można kupić prace m.in.: Tomasza Tatarczyka, Jarosława Modzelewskiego, Magdy Moskwy.
Zarówno marszandzi jak i specjaliści od art. bankingu, zgadzają się, że przy wyborze konkretnego dzieła trzeba kierować się własnym gustem. Dzieło musi się podobać. Oczywiście pod warunkiem, że zakupu dokonujemy w renomowanym miejscu, który gwarantuje jakość oferowanych prac. Z pewnością należą do nich m.in. Starmach Gallery, Raster, Program, Galeria Wizytująca, Zderzak, Galeria Klimy Bocheńskiej, Le Guerin, Galeria Piotra Nowickiego. Na rynku są obecne od lat. Oprócz sprzedaży oferowanych prac zajmują się także promocją swoich artystów. Tylko niektóre biorą udział w liczących się międzynarodowych targach sztuki.
Na Targi Basel w Bazylei, Starmach Gallery została przyjęta dopiero po siedmiu latach starań. Po wkroczenie do tego elitarnego świata nadal komisja ocenia, czy podczas targów na stoisku, właściwie zaaranżowanym, pokazano odpowiednio dobry towar. W przeciwnym przypadku, nie ma co liczyć na swoją obecność w nastepnym roku. Przykładowy koszt wynajęcia i urządzenia 35 metrowego stoiska to wydatek rzędu 30 tys. franków szwajcarskich.
- Na to najbardziej elitarne wydarzenie zjeżdżają najwięksi muzealnicy, kuratorzy, marszandzi, kolekcjonerzy z całego świata. Wielu zamożnych tego przysłowiowego Picassa już ma, teraz chodzi o to, żeby mieć Picassa kupionego właśnie w Bazylei. Jest to jedyne miejsce gdzie pierwszego dnia, przed otwarciem można zobaczyć karnie stojącą kolejkę multimilionerów – mówi Andrzej Starmach.
Wśród ponad 300 galerii z całego świata „Starmach Gallery” jako pierwsza reprezentowała Polskę, teraz dołączyła jeszcze „Fundacja Galerii Foksal”.
- Po pięciu latach wystawiania w Bazylei koszty już nam się zwróciły, co uważam za prawdziwy sukces. W zeszłym roku sprzedałem m.in. obraz Romana Opałki za 150 tys. euro, fotografię Jadwigi Sawickiej za 2,5 tys. euro i niewielką abstrakcję Jerzego Nowosielskiego za 20 tys. euro. – mówi Starmach.
Już po Targach, na których prezentowana była instalacja z przedstawienia Kantora „Umarła klasa”- cztery ławki i osiem postaci, niemieckie muzeum - Pinakoteka Sztuki Nowoczesnej w Monachium zakupiło ją od Starmach Galery. Za ile? Tajemnica handlowa.
O tym, że warto lokować pieniądze w sztukę świadczą kolekcje sztuki współczesnej tworzone coraz częściej przez firmy ubezpieczeniowe oraz banki, które przy okazji pełnią rolę mecenasa - sztuka współczesna zawsze potrzebowała wsparcia finansowego. Oprócz Pekao SA. w sztukę inwestują również Kredyt Bank i BPH, który posiada wśród banków największą kolekcję – około 150 prac (m.in. Edwarda Dwurnika, Ryszarda Grzyba, Jana Dobkowskiego). Okazałą kolekcją również może pochwalić się ING Group (m.in. obrazy Jerzego Nowosielskiego, Stefana Gierowskiego, Wilhelma Sasnala).
Kama Zboralska
Źródło: „Rzeczpospolita” – „Moje pieniądze” 13.III. 2008 r.
Według czyli ubiegłorocznego, raportu Cap Gemini i Merrill Lynch, do grupy 9,5 mln najzamożniejszych osób na świecie należy majątek o wartości 37,2 biliona dolarów. Szacuje się, że do 2011 roku wartość ta
wzrośnie do 51,6 biliona dolarów.
Wiele z tych osób to miłośnicy sztuki, aktywni, mający własne kolekcje. Z reguły to klienci najlepszych banków, mający własnych doradców – i wymagający od tych doradców informacji na również im obce tematy. Właśnie dlatego największy bank dla najbogatszych – szwajcarski UBS – stworzył program Art Banking and Gold & Numismatics. Jego twórcą jest dr Karl Schweizer.
W tym roku UBS obchodzi 10 rocznicę swego art bankingu. Z tej okazji zamierza zapraszać swoich klientów na większą niż zwykle liczbę imprez i spotkań, w tym słynne targi sztuki w Bazylei, które sponsoruje od 1994 r.
Jak UBS wspomaga klientów zainteresowanych sztuką? Radzi zaczynać od strategicznego zaplanowania budowy swojej kolekcji: jej wielkości, zakresu (najlepiej skoncentrować się na jednej dziedzinie, wybranym okresie, grupie twórców). UBS bazuje na grupie specjalistów, którzy są w stanie pomóc zarówno w stworzeniu strategii, jak przede wszystkim w poruszaniu się na rynku sztuki, wyszukiwaniu okazji, dokonywaniu transakcji. Eksperci informują o zbliżających się aukcjach, mogą na nich reprezentować klientów, zawierać umowy – często z zachowaniem incognito. Doradcy UBS doradzają, a nawet zarządzają kolekcjami w taki sposób, by zwiększać ich wartość.
Karl Schweizer nie lubi określenia „inwestowanie w sztukę”. Według niego nie należy zakupu dzieła sztuki traktować jak typową inwestycję – chociażby dlatego, że w przeciwieństwie do rynku papierów wartościowych czy surowców nie można przeprowadzić precyzyjnych analiz. Na marginesie - najbardziej wiarygodnym indeksem jest Mei/Moses Fine Art Index. Stworzony przez nowojorskich ekonomistów: Jiangping Mei i Michaela Moses uwzględnia wprawdzie sprzedaż dzieł sztuki od 1875 r. – ale tylko w Nowym Jorku.
Specjaliści z Citigroup Private Bank, drugiego po UBS gracza na rynku art bankingu (wyspecjalizowany departament powstał tam już w 1978 r.) zauważyli np., że w latach 1999-2004 indeks wzrósł o 7,27 proc., podczas gdy giełdowy wskaźnik S&P 500 spadł w tym czasie o 2,4 proc.
Rynek sztuki rośnie, podczas gdy rynki finansowe kurczą się – zauważa Mary Mary Hoeveler, była menedżerka w domu aukcyjnym Christie's, od 2002 r, dyrektor zarządzający w Citigroup Private Bank. Ona i jej dziewięciu pracowników spędzają większość czasu na podróżach po całym świecie i wizytach w galeriach, domach aukcyjnych, u marszandów i kolekcjonerów w poszukiwaniu dzieł sztuki. Choć klient dostaje dokładną i udokumentowaną opinię o dziełach, ważnych i znaczących dla ich kolekcji to – jak mówi Mary Hoeveler – nie zawsze kupuje to, co się podoba się specjalistom.
Dlaczego należy inwestować w sztukę, tłumaczy swoim klientom inny wielki gracz na rynku art banking – Credit Suisse. Po pierwsze, ceny dzieł sztuki mają długoterminowy trend wzrostowy, który trwa już od drugiej wojny światowej. W rezultacie zwroty z inwestycji są porównywalne z akcjami i innymi instrumentami finansowymi. Po drugie, ceny dzieł sztuki pozostają kompletnie lub co najmniej w ogromnym stopniu niezależne od rynków giełdowych, obligacji czy surowców. A to oznacza świetną okazję do zdywersyfikowania portfela. Pomaga to w stabilizacji jego struktury i zwiększa zyski bez podnoszenia ryzyka.
Credit Suisse przytacza raporty specjalistów, według których sztuka powinna stanowić 5 do 10 proc. portfela. Bank oferuje klientom usługę, nazwaną Art Advisory. Polega ona, podobnie jak w UBS, na kompleksowej obsłudze: od zaplanowania kolekcji poprzez doradztwo, organizowanie transakcji, obsługę prawna i ekspercką.
O tym, jaką wagę banki przywiązują do oferty art bankingu może świadczyć fakt, że kiedy wprowadzał ja w 2002 r. holenderski ABN Amro, usługa to została w nim nazwana „Van Gogh Preferred Banking”.
A w Polsce? Początki są skromne. Choć obecne są u nas zagraniczne banki, które art banking w swojej ofercie mają – włoski UniCredit czy Deutsche Bank – nie oferują tej usługi polskim klientom. Departament Private Banking Pekao SA ma namiastkę art bankingu – współpracuje z kilkoma domami aukcyjnymi, a jego klienci mają prawo pierwokupu lub zniżki. Z większych banków do wprowadzenia art banking według szwajcarskiego wzoru – zewnętrzni eksperci i doradcy – przymierza się w swojej spółce BRE Wealth Management BRE Bank. Kupowanie dzieł sztuki ułatwia klientom Noble Bank.
Art banking proponują natomiast firmy, zajmujące sie doradztwem finansowym i tworzeniem nowych produktów inwestycyjnych. Z nich właśnie znana jest przede wszystkim New Word Alternative Investments. Jak podkreślają przedstawiciele firmy, nie nastawiają się na obsługę klientów, którzy chcieliby na zakupie dzieła sztuki wyłącznie zarobić. NWAI proponuje przede wszystkim skorzystanie z usług niezależnego doradcy ds. sztuki. Jego zadaniem jest pomoc przy podejmowaniu decyzji, konsultacje w zakresie bieżących trendów rynkowych czy przy wycenie pojedynczych dzieł sztuki. Dzięki skorzystaniu z pośrednictwa NWAI, firmy niezależnej w stosunku do domów aukcyjnych i galerii sztuki, a jednocześnie mającej dostęp do archiwum większości transakcji rynkowych, klient zyskuje dostęp do interesujących prac, a udział doradców z ich znajomością mechanizmów rynku pozwoli zawierać transakcje po właściwych cenach.
Stilnovisti Wine & Art Banking chce uzupełniać tradycyjne oferty produktów finansowych. Art banking w wydaniu firmy to nie tylko sztuki plastyczne, ale wszystkie te aspekty kolekcjonerstwa, które wiążą się z pasjami klientów. Inwestycje w sztukę w pełni ocenić po kilku lub nawet kilkunastu latach. Bywa, że trafność decyzji ocenią dopiero kolejne pokolenia.
Jedną z najciekawszych inwestycji, przeznaczonych dla inwestorów akceptujących długi horyzont inwestycyjny oraz indywidualne podejście do budowy kolekcji, jest kupno obrazów wraz z funduszem stypendialnym dla artysty. Celem programu jest rozwój artysty oraz przeznaczenie części środków na promocję oraz wspieranie projektów z jego udziałem. Jest to najbardziej ryzykowna ale też najbardziej zyskowna metoda inwestowania. Stilnovisti zapewnia przygotowanie programu związanego z danym artystą oraz wsparcie podczas kreowania wydarzeń artystycznych z jego udziałem.
Czy inwestowanie w sztukę ma przyszłość jako sposób lokowania pieniędzy? Pod koniec października 2007 roku Barclays Bank opublikował raport na temat wealth managementu na świecie, z którego wynika, że zamożni inwestorzy indywidualni planują działania mające na celu uniezależnienie zysków od koniunktury rynkowej.
(PS, PC)
Źródło: „Rzeczpospolita” – „Moje pieniądze” 13.III. 2008 r.